| ||
| Wykaz konferencji Meksyk 2000 Siostry i Bracia! Z uczuciem wdzięczności staję przed tak szacownym gronem karmelitów, chętnych do odkrycia i pogłębienia naszego rozumienia odpowiedzialności, jaką niesie bycie świeckim karmelitą. Staję także przepełniona nadzieją. Pozwólcie mi opisać scenę... Jesteśmy tu dziś rano, ponieważ się troszczymy. Troszczymy się oto, co dzieje się w świecie. Świat to jedna ludzkość, ale ludzkość podzielona przez nienawiść, wojny, międzyreligijne konflikty, czystki etniczne i rasizm. Żyjemy w świecie podzielonym na bardzo, bardzo bogatych i bardzo, bardzo biednych, często żyjących tuż obok siebie, w tym samym kraju, w tym samym mieście. Ten podział odczłowiecza nas wszystkich - silnych i słabych, wspólnoty i jednostki, biednych i bogatych, uciskających i uciskanych, a my tutaj mamy unikalną szansę, aby coś z tym zrobić. Stąd wziął się tytuł niniejszego przemówienia: Współodpowiedzialność świeckich karmelitów w apostolacie duchowości. Zamierzam, z całą pokorą, przez najbliższe 40 minut, pobudzić was i w jakiś sposób sprowokować oraz wskazać kilka praktycznych pomysłów tak, abyśmy mogli lepiej współpracować w budowaniu Królestwa Bożego na ziemi, tworząc świat, na który ludzie zasługują i którego tak bardzo potrzebują. Pozwólcie, że pokrótce nakreślę, czym chcę podzielić się z wami dzisiejszego ranka. Zacznę od omówienia naszej - świeckich karmelitów - roli w świecie, od potrzeby prorockiego głosu, zwłaszcza wśród świeckich. To po pierwsze kwestia nas samych, szukających Boga w naszym życiu, a potem odkrywania Jego obecności w naszym laickim świecie. To kwestia odnalezienia naszego miejsca w tym świecie poprzez i ze względu na naszą karmelitańską duchowość. Następnie krótko przyjrzymy się, w jakim świecie żyjemy u progu XXI wieku. To świat wielkich kontrastów - bogactwa i biedy, oświecenia i barbarzyństwa, globalizacji i indywidualizmu. I to jest kontekst, w którym przeżywamy nasz karmelitański charyzmat. Na koniec omówię nasz apostolat duchowości i kilka praktycznych rozwiązań, które być może uczynią ten apostolat bardziej efektywnym.
Kim są świeccy karmelici? W pierwszym rzędzie chciałabym zaproponować odpowiedź na pytanie: kim są świeccy karmelici? Zacznijmy jednak od bardziej podstawowego pytania: "Kim są wierni świeccy? Co szczególnie charakteryzuje świeckich karmelitów? W przeszłości laikat był zwykle klasyfikowany negatywnie, jako ci, którzy nie są księżmi lub zakonnikami. To zdecydowanie nie jest najlepszy sposób do określania kogokolwiek. W KPK świeccy są opisani jako (...) ci, którzy przez chrzest zostali wszczepieni w Chrystusa, zostali ukonstytuowani Ludem Bożym (...)15 To brzmi lepiej, nieprawdaż? W dokumentach Soboru Watykańskiego II wierni świeccy są określani jako ci, którzy w pełni przynależą do Chrystusa i Jego Tajemnicy. Z powodu ich szczególnego powołania do świeckich należy szukanie Królestwa Bożego przez angażowanie się w sprawy tego świata i prowadzenie ich zgodnie z wolą Bożą16 Kolejnym dokumentem, najbardziej afirmującym świeckich, jest Christifideles laici. Przypomnijmy, co Jezus mówi do Nikodema: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego"(J 3, 5). Chrzest święty jest więc nowym narodzeniem, jest odrodzeniem. Ten właśnie aspekt chrzcielnego daru ma na myśli Piotr apostoł, gdy wypowiada uroczyste słowa: "Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego"(1 P 1, 3-4). Następnie Piotr określa mianem chrześcijan tych, którzy zostali "(...) ponownie do życia powołani nie z ginącego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki słowu Boga, które jest żywe i trwa" (1 P 1, 23). """"Przez chrzest święty stajemy się dziećmi Boga w Jego Jednorodzonym Synu Jezusie Chrystusie. Każdy chrześcijanin obmyty wodą ze świętego źródła słyszy głos, który niegdyś rozległ się nad brzegiem Jordanu: "Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3, 22), i wtedy wie, że został przyłączony do umiłowanego Syna, sam stając się synem przybranym (por. Ga 4, 4-7) i bratem Chrystusa. W ten sposób w dziejach każdego człowieka dopełnia się przedwieczny zamysł Ojca: "(...) tych których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi" (Rz 8, 29). To Duch Święty nadaje ochrzczonym status synów Bożych, a zarazem czyni ich członkami Chrystusowego Ciała. Święty Paweł przypomina o tym chrześcijanom z Koryntu: "Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało" (1 Kor 12, 13); i dlatego może powiedzieć świeckim: "Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami" (1 Kor 12, 27) oraz "Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego" (Ga 4, 6; por. Rz 8, 15-16). Innej symboliki używa Piotr apostoł, porównując ochrzczonych do żywych kamieni, które na Chrystusie, kamieniu węgielnym, są budowane jako duchowa świątynia (1 P 2, 5 n.). Stajemy tu wobec kolejnego aspektu chrześcijańskiej nowości, który znajduje wyraz w słowach Soboru Watykańskiego II: Ochrzczeni (...) poświęcani są przez odrodzenie i namaszczenie Duchem Świętym, jako dom duchowy18. Duch Święty namaszcza ochrzczonego, wyciska na nim swoją niezatartą pieczęć (por. 2 Kor 1, 21-22) i ustanawia go duchową świątynią. Znaczy to, że człowiek, zjednoczony i ukształtowany na wzór Chrystusa, zostaje napełniony przez Ducha świętą obecnością Boga. Po tym duchowym namaszczeniu chrześcijanin może na swój sposób powtórzyć słowa Jezusa: Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana (Łk 4, 18-19; por. Iz 61, 1-2). Tak oto przez chrzest i bierzmowanie ochrzczony uczestniczy w misji samego Jezusa Chrystusa, Mesjasza i Zbawiciela. Musimy więc przyznać, że wiele uczyniono, aby wyjaśnić i ponownie określić tożsamość, powołanie i misję laikatu, choć nadal pewne kręgi domagają się więcej. A w praktyce? Wystarczy tu odnotować, że praktyka pozostawia wiele do życzenia w zakresie udziału w podejmowaniu decyzji czy współpracy z hierarchią. Jak niedawno powiedział w The Tablet Clifford Longley: oczekuje się od nas, jako od obywateli, abyśmy byli krytyczni wobec autorytetów, kiedy jest to niezbędne, abyśmy czuwali nad naszymi prawami i walczyli o nie, lecz równocześnie mamy znaleźć jakiś sposób, aby jako katolicy być całkowicie innymi ludźmi: posłusznymi, biernymi, bezkrytycznymi, pozbawionymi siły i wpływu, bez prawa do informacji, bez prawa do konsultowania20. Kościół profetyczny Prowadzi to nas do tego, co nazywamy profetyczną rolą Kościoła, i dotyczy zarówno laikatu, jak i kleru. Przez chrzest wszyscy jesteśmy królami, prorokami i kapłanami w Królestwie. Prorok to nie jest ktoś, kto po prostu przepowiada przyszłość. Prorok to przede wszystkim ktoś obdarzony zdolnością pojmowania Królestwa, ktoś, kto widzi, w jaki sposób to Królestwo powinno być realizowane w danej wspólnocie i społeczeństwie. Prorok głosi wizję życia, która dana jest nam w Ewangelii. Czasem prorok musi ujawniać nadużycia, które niszczą wizję Królestwa, daną nam przez Jezusa. Jak zostało powiedziane, jego zadaniem jest: upominać grzeszników, pocieszać strapionych. Prorok nie zawsze jest popularny i może spotkać się nie tylko ze sprzeciwem, ale i z przemocą. Myślimy o Martinie Lutrze Kingu zastrzelonym za to, że walczył o wolność i godność dla Afro-amerykanów. Myślimy o biskupie Oskarze Romero z El Salwador, zamordowanym podczas odprawiania Mszy. Myślimy o tysiącach chrześcijan z Ameryki Południowej, którzy cierpieli przemoc i śmierć tylko dlatego, że prowadzili kampanię na rzecz sprawiedliwości dla biednych. My, świeccy karmelici, możemy dokonać wyboru: schować głowy, modląc się jedynie w naszym cichym zakątku i ignorując resztę świata, albo możemy zdecydować się wypełnić naszą misyjną rolę, wchodząc w realny świat: Pokażę wam do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów Moich i wypełnia je. Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany (Łk 6, 47-49). Nasza Święta Matka, św. Teresa od Jezusa, powiedziała, że całe nasze życie, a nie tylko formalna pobożność, warunkuje i wyraża naszą więź z Bogiem. Jej nauczanie w Drodze doskonałości ma szerszy zasięg niż tylko związany z modlitwą21. Jasne jest więc, że nasze powołanie to nie tylko osobiste uświęcenie. Powołanie ma zawsze wymiar eklezjalny i służy dobru wspólnemu. Nasz Ojciec Generał powiedział również: dziś w szczególny sposób karmelici powinni być ludźmi, którzy doświadczają obecności Chrystusa w pytaniu o rodzaj ludzki, zwłaszcza o tych najmniejszych (por. Mt 25,31-46). Bez względu na ich kondycję moralną, ubodzy odzwierciedlają ludzką i cierpiącą twarz Chrystusa i przypominają o Jego wyborze i szczególnym upodobaniu, uwalniając nas od możliwych iluzji i kompromisów. W ten sposób obecność Jezusa w biednych ewangelizuje tych, którzy ewangelizują, uzdalniając ich do dawania profetycznego świadectwa z serca Ewangelii streszczonego w prawdziwej miłości Boga i bliźniego22 Żyć w obecności Boga Niektórzy świeccy, w odpowiedzi na duchowość św. Teresy i św. Jana od Krzyża, przyłączają się do karmelitańskiej rodziny. Przez wejście do karmelitańskiej rodziny wchodzimy do szkoły świętości, która powinna dostarczyć nam inspiracji i pokarmu zarówno w życiu wewnętrznym, jak i w apostolskim wysiłku zgodnym z obowiązkami stanu23. To jest być może główny powód, dla którego jesteśmy tu dzisiaj. Poznaliśmy skarb, jaki można znaleźć w Zakonie, który wydał trzech Doktorów Kościoła. Uczymy się, że poza wezwaniem do świętości, które dzielimy ze wszystkimi chrześcijanami, świeccy karmelici przede wszystkim wybierają trwanie w obecności Boga. Wybrać trwanie w obecności Boga w ciągłym ćwiczeniu się w wypełnianiu Jego świętej woli oto program świętości postawiony przed nami24. Co oznacza nieustanne trwanie w obecności Boga? Oznacza bycie nieustannie nastawionym na odnajdywanie woli Boga, w którego obecności się pozostaje mówi o. Hilary Doran. Jak powiedział Ojciec Generał w swojej ubiegłorocznej konferencji dotyczącej formacji: Karmelici są wezwani do pogłębiania doświadczenia Boga, dopóki nie poznają Go jako żywej osoby, z którą można utrzymywać intymną więź. To pomoże im odkrywać Boży plan przejawiający się w historii i odczytywać w wydarzeniach Jego przesłanie. Wtedy okaże się On miłosiernym i wiernym Bogiem, który oczekuje od nas wszystkich miłosnego i wiernego poświęcenia się Mu oraz miłości i dobroci względem innych, wyrażanej również przez radykalizm w praktykowaniu zarówno sprawiedliwości, jak i prawa" (por. Jer 9, 22-23)25 Wszyscy naśladujący Chrystusa są zaproszeni i zobowiązani do dążenia do świętości i do doskonałego wypełniania obowiązków stanu. My, świeccy karmelici, żyjemy i pracujemy w świecie, w świecie który jest pełen przemocy i rozprzestrzeniającego się konsumpcjonizmu i sekularyzmu. Tu leży problem. W takiej sytuacji pojawiają się co najmniej dwie pokusy, na które laikat, a szczególnie świeccy karmelici, są narażeni: pokusa bycia tak mocno zaangażowanym w sprawy Kościoła, że odbywa się to kosztem życia zawodowego, społecznego, kulturalnego i politycznego oraz pokusa usankcjonowania niesłusznego oddzielania wiary od życia, czyli oddzielenia przyjęcia Ewangelii od faktycznego życia Ewangelią w różnych sytuacjach życiowych26. Przykładem, który wyrył się w mojej pamięci, jest wywiad, którego byłam świadkiem podczas IV Światowej Konferencji Kobiet w Beijing. Szacowna osoba prowadząca konferencję została zapytana przez dziennikarza: Czy jako katoliczka sympatyzuje Pani ze stanowiskiem Watykanu w sprawie aborcji, kontroli urodzeń, itp.? Jej odpowiedź brzmiała: Szczęśliwie mieszkam w kraju, który rządzi się świeckim prawem. Szanujemy religię każdego, jesteśmy narodem wieloreligijnym. Kiedy reprezentuje się ludzi, nasza prywatna wiara nie może wpływać na nasze działania. Katolikiem jest się w prywatnym życiu. W życiu publicznym jest się obywatelem Tanzanii. Nie mieszam mojego katolicyzmu do prowadzenia tej konferencji gdybym tak zrobiła, ta konferencja byłaby katastrofą! Wydaje mi się i to mnie zasmuca, że takie stanowisko zaczyna się upowszechniać. Mimo iż Ojciec Święty ciągle przypomina nam, że nasza katolicka nauka nie godzi się na rozdźwięk pomiędzy życiem a wiarą, są jeszcze katolicy, którzy tego przesłania nie usłyszeli. Inkulturacja Ważną ideą aktualnego chrześcijańskiego myślenia jest inkulturacja. Jeśli mamy nieść nasze przesłanie w sposób przynoszący efekty musimy być wżyci w społeczność i być jej częścią. Musimy znać jej język, wartości, potrzeby, pragnienia i marzenia. Kiedy mówimy jako chrześcijanie musimy używać języka, który będzie zrozumiały. Mamy być w świecie, ale nie ze świata jak było powiedziane. Jezus użył plastycznych porównań ucząc, kim mają być jego uczniowie. Powiedział im, że mają być solą ziemi. Sól wydobywa smak potraw. Ale tylko wtedy, kiedy jest dokładnie wymieszana. Nie dostrzegamy jej. Ale możemy ją smakować.Ten charakterystyczny smak mamy nadawać naszej społeczności. Jezus mówił także o lampie, której nie stawia się pod korcem. Niewidzialny chrześcijanin, choć pobożny, nie buduje Królestwa. Musimy być widziani i słyszani. Muszą nas rozumieć (jeśli użyjemy zrozumiałego języka), co wcale nie oznacza, że muszą nas akceptować. Życie Chrystusa pokazuje nam, co miał na myśli. Wiele czasu spędził wśród grzeszników i wyrzutków społeczeństwa. Szokował pobożnych ludzi tamtego czasu. ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Ale czy Jezus mógłby dotrzeć do nich i pomóc im zmienić ich sposób życia, nie mając z nimi bliskiego kontaktu? Jak mógł przekonać ich o głębokiej miłości, którą Bóg miał dla nich, jeśliby sam im jej nie okazał? Niedawno trafiłam na historyjkę o papieżu, św. Piusie X. Pewnego dnia będąc w towarzystwie grupy kardynałów, zadał im pytanie: Co jest najniezbędniejsze w dzisiejszych czasach, aby ocalić społeczeństwa? Padały różne odpowiedzi: zwiększyć liczbę kapłanów, budować katolickie szkoły, itp. Papież dał taką odpowiedź: dzisiaj najbardziej potrzebujemy istniejącej w każdej parafii grupy laikatu światłego, prawego, zdecydowanego i o prawdziwie apostolskiej postawie. Tym samym papież chciał powiedzieć, że zbawienie zależy w dużej mierze od przygotowywania świeckich do poświęcenia się apostolatowi w słowie i czynie i przede wszystkim przez własne świadectwo. Księża i biskupi misjonarze z młodych kościołów zapewne w pełni zgodzą się z Jego Świątobliwością27 Może i my, świeccy karmelici, powinniśmy zwrócić uwagę, czy aby nie ulegamy pokusie przedkładania wartości naszego osobistego zbawienia ponad naszą misję. Uogólniając, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wielu katolików zdaje się bardziej troszczyć oto, czy pójdą do nieba niż o służbę uciskanym. Wydaje mi się, że powstało całkiem sporo pobożnych stowarzyszeń, które mają na celu zaspokoić pragnienie osobistego zbawienia ludzi. Zastanawiam się, czy my, świeccy karmelici, też możemy być uznani winnymi? Czyż nasza Święta Matka nie powiedziała: nauczaj bardziej własną pracą niż słowem. Rzeczywistość Boża może być uchwycona, nie wyuczona przez ludzi, którzy żyją Bogiem, nie przez tych, których usta pełne są słów28. Miejsce medytacji i kontemplacji 7nbsp;W naszej karmelitańskiej szkole duchowości mamy szczęście studiować metodę medytacji i kontemplacji św. Teresy i św. Jana od Krzyża. Wiele z monastycznej tradycji, łącznie z chrześcijańskim wymiarem medytacji i kontemplacji, zostało utracone w dobie Reformacji, kiedy liczne klasztory w Europie uległy zniszczeniu. Lecz doniosłość modlitwy medytacyjnej i kontemplacyjnej jest nie do przecenienia jako integralna część chrześcijańskiego życia katolika czy nie. Jak mówiła św. Teresa: Modlitwa jest podstawą wszelkich cnót. Podjęcie jej to sprawa życia i śmierci dla każdego chrześcijanina. Teolog Karl Rahner twierdził podobnie: Pobożny chrześcijanin przyszłości będzie albo mistykiem- czyli kimś, kto doświadcza, albo nie będzie go wcale29. W Azji tradycja monastyczna, kontemplacyjna i ascetyczna ma długą historię, charakteryzuje wiele religii. Mamy własną tradycję kontemplacji w Kościele i szczęśliwie karmelitańska modlitwa myślna harmonizuje z naszą azjatycką tradycją.Być Azjatą znaczy kochać milczenie. Tym samym cicha, medytacyjna i kontemplacyjna forma modlitwy jest zgodna z naszą naturą. Pociąga nas tajemnica, która dostarcza religijnych doświadczeń. Medytacja jest w niektórych azjatyckich tradycjach religijnych, np. w buddyzmie, tak naturalna jak oddychanie. Zapytałam liderów największych religii, którzy w liczbie ponad 200 zebrali się w ubiegłym roku w Rzymie, jakim sposobem na konto ostatniego stulecia możemy zapisać tyle okropnych wojen, podczas gdy nauczali swych zwolenników różnych form medytacji? Ku memu zdziwieniu spora liczba liderów przyznała ze smutkiem, że nawet zakonnicy i księża byli tak pochłonięci obowiązkami administracyjnymi, że nie mogli znaleźć czasu, by własną naukę stosować w praktyce. W konsekwencji ucierpieli też nauczani. Dotyczy to również katolików. Przyczyną jest brak czasu oraz, jak powiedzieli mi rekolekcjoniści prowadzący rekolekcje dla seminarzystów, fakt, że seminarzyści nie wiedzą, jak się modlić. Kiedy ci seminarzyści staną się księżmi parafialnymi, teoretycznie będą wiedzieć, czym jest modlitwa, ale nie będą praktykować życia modlitwy. W jaki sposób ci członkowie kleru mogą pobudzać świeckich do modlitwy? Czy jest to luka, którą mogą wypełnić karmelitańscy kapłani i kompetentni świeccy, oferując swoje doświadczenie i nauczając medytacji i kontemplacji seminarzystów? Należałoby się temu przyjrzeć. Sytuacja, jaka jest Przejdę teraz do drugiej części moje przemowy, w której zaproszę was do rozważenia pokrótce sytuacji, w jakiej przyszło nam, jako świeckim karmelitom nieść nasze karmelitańskie przesłanie. Żyjemy w świecie, w którym naciśnięcie jednego guzika może zlikwidować życie na naszej planecie. Cóż za osiągnięcie! Za obiecującą fasadą wielkiej prosperity i rozwoju wielu krajów miliony ludzi żyją w nędzy i ubóstwie, głodzie i niedożywieniu, które paradoksalnie są często bezpośrednim efektem wewnętrznego i zewnętrznego rozwoju przemysłu i handlu. W imię postępu, rozwoju i nauki środowisko naturalne oraz społeczne zostało zniszczone, głęboka tkanka socjalna bogatych niegdyś kultur została rozerwana. Rezultatem jest nierówność społeczna, przepaść między posiadającymi i nie posiadającymi oraz fizyczne i moralne skażenie niszczące nasze otoczenie. Wobec tego przerażającego postępu materialnego, którego skutkiem jest tolerowana nędza i ubóstwo, istnieje ogromny duchowy głód prawdziwego sensu życia i poszukiwanie wartości, które wzbogacają życie wspólnot i jednostek. Ludzka potrzeba szczęścia jest jedynym niezmiennym czynnikiem w świecie, który przeszedł tak wielkie zmiany w ciągu ostatniego stulecia. Dziś poszukiwanie szczęścia to gorączkowa rywalizacja w wydzieraniu sobie dóbr materialnych. Przemysł zabija się w produkowaniu coraz większej ilości rzeczy, których w istocie nie potrzebujemy, choć reklama usiłuje wmówić nam, że nie możemy bez nich żyć. W świecie, który coraz częściej określany jest mianem globalnej wioski, stale powiększają się podziały między społecznościami, podziały oparte na różnicach etnicznych, religijnych i socjalnych. Choć ludziom oferuje się coraz więcej okazji do kontaktów towarzyskich i coraz więcej rozrywek, istnieje poczucie wyobcowania, które może doprowadzić do przekonania, że nie warto dłużej żyć. Przy całym postępie psychologii i wiedzy o ludzkim zachowaniu małżeństwo ma zagrożoną pozycję, ponad połowa małżeństw po prostu się rozpada. Podczas gdy inni rozpatrują za i przeciw globalizacji, my, naśladowcy Chrystusa, wierni świeccy, a dokładniej świeccy karmelici, winniśmy uważnie przyjrzeć się powszechnej dziś atmosferze chciwości, egoizmu i przemocy, która panuje w naszym świecie. Jak już wspomniałam, taki właśnie jest świat, w którym przyszło nam przeżywać nasze powołanie i misję. Jest obowiązkiem nie tylko tych, którzy mieli dość szczęścia być uczniami Chrystusa, aby stać się głosem ludzi pozbawionymi głosu, którzy zostali wyzuci z praw, z własności, z możliwości kształcenia i kultywowania dziedzictwa kulturowego, z możliwości wyrażania opinii i praktykowania religii. Nie możemy pobożnie wznosić oczu ku niebu i równocześnie chować głowy w piasek udając, że nie widzimy i nie słyszymy zła. Jaką rolę możemy odegrać my, chrześcijanie, a w szczególności świeccy karmelici, w tworzeniu przyszłości świata, który pozostawimy naszym dzieciom i wnukom? Czy siły ciemności są tak przerażające, że zostaniemy sparaliżowani ogromem problemów i bezsilni wobec świata, który doprowadzi wszelkie grupy religijne do unicestwienia, niby w gigantycznej i złowieszczej partii szachów ? Wielu wyraża wielki cynizm wobec roli religii w społeczeństwie i niestety dzieje się tak nie bez powodu. Widzi się wychowanków różnych religii uwikłanych w najohydniejsze zbrodnie ostatnich czasów. Morderstwo w Ulsterze, czystki etniczne w Kosowie i Czeczeni, zbrodnie we Wschodnim Timorze, masakra w Ugandzie, by wymienić tylko kilka. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że ci, którzy utrzymują, iż działają w imię religii, mogą być bardzo daleko od ideałów, jakie daje wiara. Dla pełnej jasności, nie ma prawdziwej religii i wiary, która mogłaby zaaprobować zabijanie niewinnych, palenie kościołów, meczetów, synagog, świątyń czy lincze. Zgadzam się z powiedzeniem Martina Lutra Kinga: nie współpracować ze złem, jest takim samym moralnym obowiązkiem, jak współpracować z dobrem30. Lecz zacytuję też Ojca Świętego Jana Pawła II, który powiedział, że człowiek powinien uczyć się (...) dostrzegać wąską nieraz ścieżkę pomiędzy małodusznością, która ulega złu, a przemocą, która chce je zwalczać, a w rzeczywistości je pomnaża31. Pomysły w praktyce I tak przechodzę do trzeciej i ostatniej części mojego wywodu. Jaka, w świetle tego co dotychczas zostało powiedziane, jest odpowiedzialność świeckich karmelitów w apostolacie duchowości? Jednym ze sposobów praktykowania apostolatu duchowości jest dzielenie się nauczaniem Świętych Rodziców z lokalnym Kościołem. Konkretnie pomaganie ludziom w rozwijaniu ich życia duchowego. Wymaga to nauczania modlitwy, uczenia umiejętności odkrywania nieustannej obecności Boga w naszym życiu, nauczania medytacji i kontemplacji. Wymaga to wysiłku w dążeniu do osiągnięcia cnót, aby przerosły nasze słabości. Równocześnie musimy mieć na uwadze, że głębia naszej miłości jest prawdziwym miernikiem naszego postępu w osiąganiu świętości32. Musimy nauczyć się łączenia naszego życia modlitwy z działaniem i świeckim i religijnym. Nie być albo Marią, albo Martą, ale obiema, czyli przyjąć postawę zwaną kontemplacją w działaniu. Św. Teresa z Avila jest tego świetnym przykładem. I rzeczywiście, dla osoby, która żyje w ciągłej obecności Chrystusa, nie ma czysto świeckich spraw. Wszystko jest przeniknięte Bożą obecnością i miłością. Tym sposobem naszą podstawową odpowiedzialność stanowi nauczanie ludzi, jak się modlić, nie jak odmawiać modlitwy, ale jak pojąć istotę praktykowania medytacji i kontemplacji. Może powinniśmy zacząć od siebie. Nie możemy uczyć innych, dopóki sami nie wiemy, jak się modlić i jak faktycznie modlić się w sposób uporządkowany, czy to indywidualnie czy wspólnie (a najlepiej i tak, i tak). Musimy się tego wzajemnie uczyć. Dni mijają, a my nie potrafimy uczynić ani kroku naprzód, jeśli kapłan nie prowadzi nas za rękę. Tymczasem powinniśmy przyjąć jako główną zasadę działania to, że kapłan nie musi robić dla nas tego, co potrafimy zrobić sami. Kilka propozycji działania Kilka propozycji dla nas świeckich karmelitów, padło, kiedy rozważano zagadnienie apostolatu duchowości. Była na przykład propozycja, by świeccy karmelici prowadzili Stella Maris w Haifie w Izraelu. Obecnie centrum to jeszcze nie działa. Na początku moglibyśmy współpracować przy prowadzeniu konferencji i rekolekcji w Hajfie z OO. Karmelitami. Poza tym to (Izrael) kolebka naszego charyzmatu. Wystarczyłoby trochę organizacji, zebranie niezbędnych funduszy i przygotowanie świeckich karmelitów uprzednio wysłanych do Instytutu Karmelitańskiego w Waszyngtonie czy innej podobnej placówki, w celu studiowania duchowości i modlitwy, aby przynajmniej niektórzy mogli wydatnie pomagać ojcom w prowadzeniu rekolekcji. Oczywiście nie ma powodu, dla którego kurs formacyjny nie mógłby być prowadzony w innym dowolnym karmelitańskim centrum rekolekcyjnym. Wymaga to jednak właściwej organizacji i międzynarodowej współpracy. Żyjemy w dobie Internetu i jestem dumna, że Karmel posiada całkiem sporą ilość dobrze przygotowanych stron www. Internet może być doskonałym miejscem dla dialogu i dzielenia się. Możliwe są również kursy z duchowości karmelitańskiej prowadzone poprzez Internet, co jest idealnym rozwiązaniem dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na długotrwały wyjazd. Inne karmelitańskie środki przekazu, jak książki i biuletyny między innymi Mount Carmel (Góra Karmel) mogłyby być także dostępne w sieci. Kościół uważa, że katolicy powinni wyciągać rękę do chrześcijan innych wyznań. Mogą oczywiście występować spięcia dotyczące dzielenia budynków kościelnych i problemy teologiczne dotyczące Eucharystii i innych sakramentów, ale mimo tego możemy się wspólnie modlić. Kościoły anglikański, episkopalny i protestancki są obecnie dużo bardziej otwarte na modlitwę medytacyjną i kontemplację. Wykazują zainteresowanie św. Teresą i św. Janem od Krzyża, a nawet piszą o nich książki. Nawet jeśli na górze nadal są problemy ze zjednoczeniem chrześcijan, katolicy na dole z jednej parafii, z jednego miasta mogą wyciągnąć dłoń do współchrześcijan sąsiadów z modlitwą i zatroskaniem o potrzeby naszej najbliższej okolicy. Niektóre z podejmowanych działań mogą wymagać funduszy. Jednym z możliwych rozwiązań mogłyby być miesięczne składki od każdego członka, przeznaczone na szkolenie i formowanie członków oraz tych, do których się zwracamy. Modlitwa i działanie, a nie modlitwa lub działanie Św. Teresa w swojej Drodze doskonałości odwołuje się do ewangelicznej historii Marii i Marty. Św. Marta jest świętą, mimo iż nie wspomina się, aby była kontemplatyczką. Jest za to czystym przykładem kontemplatyka w działaniu. Podstawowym warunkiem życia modlitwy jest to, co jasno powiedziała św. Teresa, pokora, oderwanie i miłość bliźniego. Marta podjęła się niezbędnego dzieła, dzieła miłości. Jezus nie zganił jej za samą pracę, ale za zbytnią troskę i niecierpliwość. Nasze chrześcijańskie życie musi być starannie wyważone, nie można spędzać całego dnia na modlitwie, nie dbając o materialne, emocjonalne, socjalne i duchowe potrzeby bliźnich, ani też być w ogniu walki, podejmując aktywność społeczną, która nie pozostawia czasu na modlitwę. Jak nas widzą? My, karmelici, mamy przesłanie dla świata. Nasze przesłanie jest proste. Posiadamy skarb, którym chcemy podzielić się ze wszystkimi. Jednak czy jesteśmy tak widoczni jak powinniśmy i możemy być? Czy rzeczywiście pracujemy wspólnie w budowaniu Królestwa, zainspirowani wizją daną nam przez Sobór Watykański II? Czy znamy tę wizję? Może powinniśmy przestudiować główne dokumenty, szczególnie te dotyczące Kościoła, Ewangelii, roli Kościoła we współczesnym świecie. Niektóre z tych dokumentów, wraz z tymi dotyczącymi sprawiedliwości społecznej, są dla nas niby najlepiej strzeżone tajemnice Kościoła! Mówiąc bez ogródek, gdyby Świecki Karmel nagle jutro zniknął, czy powstałaby pustka? Czy dałoby się odczuć znaczący efekt w dziele ewangelizacyjnym Kościoła? Czyli innymi słowy, co możemy i powinniśmy zrobić dla Kościoła, zwłaszcza w naszej okolicy co sprawiłoby istotną różnicę? O tym musi zdecydować indywidualnie każda wspólnota po intensywnym modlitewnym rozeznaniu. To rozeznanie powinno uwzględnić dwie rzeczy:
Nasz szczególny dar będzie odmienny od daru np. Legionu Maryi, Ligi Kobiet Katolickich czy Kawalerów Maltańskich i nie powinniśmy po prostu powielać ich daru. Równocześnie cokolwiek robimy, nie może być króliczkiem na ślepo wyciąganym z kapelusza, ale czymś, co odpowiada na specyficzne potrzeby ludzi. Sugeruje się, że ukryliśmy nasze światło zbyt głęboko pod korcem. Dlaczego nie piszemy OCDS po nazwisku? Ludzie mogą się pytać, co oznaczają te literki i proszę, mamy możliwość dzielić się naszą wizją Ewangelii. Skarb do podziału Nasz skarb duchowy spoczywa w naszych Świętych Rodzicach, św. Teresie i św. Janie od Krzyża, którzy nieustannie ukierunkowują nas, że do źródeł miłości, której wszyscy potrzebujemy, dochodzi się przez modlitwę, rozważanie i kontemplację słowa Bożego. Używając dzisiejszego języka, jest to sztuka słuchania, dzięki której poznajemy wolę Boga dla każdego z nas. Czy zauważyliście, że żyjemy w erze błyskawicznych gratyfikacji- błyskawiczna kawa, błyskawiczna herbata, szybkie szczęście. I nazbyt często pozostajemy oszukani i odarci z iluzji. A skutek? Rozpad małżeństw, rozbite domy, przemoc, zbrodnie, samobójstwa. I to oczywiście wpływa na moralność. Dobre jest to, na co mam ochotę, złe to, czego nie lubię. Ale to złe i dobre, prawe i niegodne dla ciebie nie jest tym samym dla mnie. Wydaje się panować przekonanie, że jeśli większość tak postępuje, musi być to dobre, mniejszość nie ma racji. Jedno z większych kłamstw naszego stulecia to: możesz żyć jedynie dla satysfakcji własnego ja Pomimo obietnic technologicznych lepszego życia w świecie panuje duchowa próżnia. Czy świeccy karmelici nie powinni zorganizować się i odpowiedzieć na ten duchowy głód? Dlaczego nie dać ludziom naszego doświadczenia w medytacji i modlitwie wg nauczania naszych Rodziców? Ludzie tego pragną. Cystersi (Trapiści) posłuszni papieżowi Pawłowi VI wyszli do świeckich, aby nauczać ich modlitwy scentrowanej. Rozprzestrzenili się w wielu krajach. Ja sama pomagałam im zakładać niektóre grupy w Malezji i Singapurze. Przez rozpowszechnianie naszych karmelitańskich wartości możemy powstrzymać niemoralne i materialistyczne skutki globalizacji i konsumpcjonizmu. Możemy próbować przez własny przykład promować styl życia, który ożywia wspólnotę opartą na wierze w Boga, przekazuje, że wszyscy mamy takie samo prawo do sprawiedliwego podziału dóbr i ostatecznego przeznaczenia, które transcendentuje nasze ziemskie życie. Przez medytację i kontemplację możemy powoli uczyć się rozpoznawać, że nasze potrzeby nie są aż tak wielkie jak myśleliśmy. Mamy przykład wielkich świętych, którzy optowali za prostym, ascetycznym życiem. Nie jest ono kwestią posiadania czy robienia, ale bycia. Z przyczyn praktycznych nie jest to droga życia, którą wszyscy mogą podążyć, ale świadoma refleksja może doprowadzić nas do zdania sobie sprawy, że moglibyśmy obejść się bez wielu rzeczy, które posiadamy. Papież Jan Paweł II powiedział: pragnienie by żyć lepiej nie jest niczym złym ale błędem jest styl życia, który wyżej stawia dążenie do tego, by mieć, aniżeli być, i chce więcej mieć nie po to, aby bardziej być, lecz by doznać w życiu jak najwięcej przyjemności33. Tym samym musimy położyć nacisk na nauczanie ludzi prostszego sposobu życia, na pomaganie pracodawcom i szefom międzynarodowych koncernów myśleć więcej o skutkach, jakie ich decyzje powodują dla biednych, bezrobotnych i pokrzywdzonych, zamiast rozważania profitów jako jedynego kryterium ich działalności. Wizja, jaką proponujemy Przez stulecia zgromadziliśmy teologiczny i dewocyjny bagaż, który mocno zaciemnia centralne przesłanie Ewangelii. Musimy wrócić do oryginału i pomóc ludziom dostrzec wizję życia, którą zostawił nam Jezus. Zwykle nasze przesłanie postrzegane jest jako zbyt sekciarskie, jako idea, którą ktoś musi przyswoić, aby zostać katolikiem. Jezus nie głosił zastąpienia jednej religii inną. Jezus głosił Królestwo Boże: miejsce, gdzie dominują wartości takie jak prawda, miłość, miłosierdzie, sprawiedliwość, wolność, godność, jedność i pokój. Nie tylko dla katolików, ale dla całego świata. To droga, którą wskazał nam Jezus. To droga do Boga. Jesteśmy lepszymi katolikami, lepszymi karmelitami, jeśli te wartości promieniują w naszym życiu indywidualnym i wspólnotowym. Sam Jezus, Syn Boży uosabiał poprzez Wcielenie te wszystkie wartości i Jego misją było zachęcenie innych, aby te wartości uczynili swoimi. Taka jest też nasza misja nie tylko polewać ludzi wodą i dawać im etykietkę katolik, ale zaprosić ich na wielką przygodę budowania Królestwa w naszym świecie. Dobrym przykładem są tu cystersi, którzy w przeszłości i obecnie medytują wspólnie z buddystami. Potrzeba aktywnej ewangelizacji Być może naszą, katolików, największą słabością jest bierność. Bierze się to zapewne z czasów, gdy uważano, że używając słów Hilaire Belloc: Europa to Kościół, Kościół to Europa. W takiej sytuacji ewangelizacja miała niewielkie znaczenie, bowiem wszyscy byli ochrzczonymi chrześcijanami. Zaspokajanie potrzeb duchowych laikatu było głównie domeną duchowieństwa. Zaczęło się wówczas coś, co można by nazwać konserwacją Kościoła. Wydaje się, że ta mentalność w pewnym stopniu przetrwała. W wielu częściach świata ogromny potencjał energii Kościoła skierowany jest do już nawróconych. Lecz wobec całkowicie dziś odmiennej sytuacji, kiedy Kościół w dowolnej części świata jest ledwie praktykującą większością, staje się oczywiste, że istnieje pilna potrzeba ewangelizacji, czyli żywego dzielenia się przesłaniem Ewangelii ze wszystkimi. Oto nieustannie nawołuje papież Jan Paweł II, zwłaszcza w Roku Jubileuszowym. Oczywiste jest również, że odpowiedzialność za dzieło ewangelizacji dotyczy wszystkich zaangażowanych chrześcijan, nie tylko biskupów, księży i zakonów. W przeszłości ewangelizacją zajmowali się jedynie księża i zakonnicy. Na ich niekorzyść działało to, że zwykle nie znali dobrze języka krajów misyjnych, ponadto było ich niewielu. Jako świeccy znajdujemy się w miejscu lepszym do szerszenia Słowa. Możemy czynić użytek ze wszystkich dostępnych środków przekazu, aby szerzyć nasze przesłanie. Tych środków jest wiele: wielkich albo małych, od internetu i telewizji satelitarnej do wideo i projektorów slajdów, od międzynarodowych dzienników do gazetek parafialnych. Odrzucamy te media na własne ryzyko. Nowe zesłanie Ducha Świętego Jak już wspomniałam, o wiele za długo byliśmy Kościołem patrzącym do wewnątrz, jakbyśmy dalej tkwili w erze europejskiego chrześcijaństwa. Za bardzo koncentrowaliśmy wysiłki na nas samych. Nadszedł czas na nową Pięćdziesiątnicę. W Dniu Zesłania Ducha Świętego apostołowie siedzący dotąd za szczelnie zamkniętymi i zaryglowanymi drzwiami, zostali nagle wyrzuceni silnym podmuchem Ducha Świętego. Tego samego dnia trzy tysiące ludzi odpowiedziało na Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie. Pierwszym chrześcijanom zajęło trochę czasu, zanim uświadomili sobie, że to przesłanie jest nie tylko dla nich samych, ale że mają dzielić się nim z każdym, i że kierowani Duchem Świętym wszyscy mają podjąć się dzieła ewangelizacji. Widzimy Jezusa przestającego z grzesznikami i poborcami podatkowymi, a nawet wybierającego poborcę podatkowego na apostoła. Odczytujemy parabolę przypowieści o uczcie, gdzie słudzy zostali posłani na drogę, aby zaprosić na ucztę każdego, kogo spotkają. Zbyt często nasza działalność ogranicza się do klasy średniej, podczas gdy porzucamy obszary, gdzie istnieją prawdziwe potrzeby. Za mało Matek Teres z Kalkuty. Niemniej jednak coraz więcej świeckich angażuje się w służbę w miejscach, gdzie istnieją wielkie potrzeby społeczne, w Afryce, w niektórych częściach Azji i Ameryki Południowej oraz w miejscach pełnych beznadziei i rozpaczy w naszych najbogatszych miastach. Mamy świadomość, że ewangelizacja, szerzenie Królestwa jest integralną częścią chrześcijańskiego życia i nadal wymaga silnej promocji. Jako świeccy karmelici będziemy świadkami wiary, gdy nasze życie będzie mówiło za nas. Ten Rok Jubileuszowy jest najlepszym czasem, aby to zrobić. Przekonanie miliarda ludzi do tego punktu widzenia jest zniechęcającym dziełem. A nie może być osiągnięte przez czynienie olśniewających planów, ale przez nawet niewielki wkład każdego z nas. Podsumowanie Zbliżając się do końca, przypomnę najważniejsze punkty tej konferencji. Rozpatrzyliśmy trzy sprawy. Poczynając od naszej roli jako świeckich karmelitów, przez spojrzenie na świat, w którym przeżywamy karmelitański charyzmat, kończąc na przemyśleniu pewnych szczególnych obszarów, w których świeccy karmelici mogliby znacząco uczestniczyć w apostolacie duchowości. Chciałam sprowokować do myślenia, abyśmy mogli wspólnie znaleźć odpowiedzi na wyzwania, które stoją przed nami, wkraczającymi w Nowe Milenium. Mam nadzieję, że w jakiś sposób mi się to udało. Pozwólcie mi na zakończenie, jako przypomnienie dla nas wszystkich, przytoczyć słowa Jezusa z Ewangelii św. Jana: Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,5). |