Rozważania na XXXIII Niedzielę Zwykła – 19.11.2017

 

 

 1.Fragment książki Eremity - "Wprowadzenie do modlitwy  mistycznej" - wydanej przez  Wydawnictwo eSPe - 2011  

  

 NA WSPINACZKĘ - LEKKI PLECAK!

 

 

 Jedynym złem - przyzwyczajenie

 i tragiczny wybór;

 rozprawianie zamiast odczuwania!

 I umysł zaludnia się bożkami,

a serce jest księżycową pustynią,

tylko Zachwyt może nas ocalić,

otwierając nam drogę

do Substancji.

 

 Przykład wspinaczki alpejskiej, chociaż, jak zobaczymy dalej, nie jest idealny, może nam pomóc zrozumieć, jakie powinno być właściwe nastawienie serca na drodze ascezy i mistyki.

  Gdyby na starcie wycieczki nasz przewodnik powiedział: "Na szlaku nikt nie będzie mógł wam pomóc, dlatego na wszelki wypadek weźcie ze sobą wszystko, co mogłoby się przydać", wówczas nieco zaniepokojeni wypełnilibyśmy plecak aż po brzegi. Potem, podczas wspinaczki, będzie on ciążył nam na ramionach niczym głaz, będzie nam brakować tchu i - jeśli dobrze pójdzie - zatrzymamy się wyczerpani, zaś w najgorszym wypadku spadniemy, może nawet pociągając innych.

  Iluż kierowników wycieczki (czytaj: przewodników duchowych) wygłasza taką deklarację "z ostrożności"!

  Wyobraźmy sobie natomiast kogoś prowadzącego grupę uczestników wspinaczki, kto mówi: "Opróżnij ten ogromny plecak, zostaw w środku tylko kilka rzeczy. Lepiej, żeby było ci lekko, a i tak, cokolwiek się stanie, jestem tutaj i mam wszystko, co może być potrzebne" - w tym wypadku nasza wędrówka będzie przebiegać spokojnie i nie będziemy się lękać.

  Prawdziwym przewodnikiem w naszym życiu jest Pan, który - kiedy wyciągamy doń rękę - z cała siłą podciąga nas w górę.

  W dziele "Droga na górę Karmel" św. Jan od Krzyża (zm. 1591) mówi właśnie o ekwipunku duchowym niezbędnym w czasie wycieczki na górę wiary. Święta Teresa z Lisieux, odnosząc się do tej kwestii, odpowiedziała pewnej nowicjuszce pragnącej gromadzić zasługi duchowe, że aby dotrzeć do końca drogi, trzeba raczej coś utracić, w przeciwnym razie zboczymy na niewłaściwą ścieżkę.

  Podałem osobisty przykład dotyczący plecaka. Załóżmy, że przywiązałem się do mojej celi, bo uważam, że jest ona wygodna lub podoba mi się widok z jej okna. Nieoczekiwanie zostaję zmuszony do zajęcia innego pomieszczenia: gdybym poczuł z tego powodu gorycz, byłby to wyraźny sygnał, że moja cela stała się dla mnie bożkiem. Sprawiałem wrażenie, że szukam Pana w wolności ducha, w rzeczywistości zaś okazałby się, że tylko rozkoszowałem się rzeczami danymi mi przez Stwórcę. To uczucie, wydające się błahostką, przeszkodziłoby mi być zależnym wyłącznie od Boga, który zamieszkuje moje serce, gdziekolwiek jestem.

  Jeżeli chcemy należeć do Boga, musimy Mu zaufać i nie możemy być niewolnikami otoczenia lub fałszywych opinii. Te są jedynie zbędnym obciążenie naszego plecaka.

  Aby trwać w radości, nie trzeba przywiązywać się do jakiegoś ubioru czy popisywać się sprzętem: musimy umrzeć dla wszystkich tych rzeczy, ponieważ często uniemożliwiają nam one zjednoczenie z Panem. Boga interesuje tylko jedno: nasza bezwarunkowa miłość.

  W Księdze Jeremiasza czytamy "To mówi Pan: Pamiętam wierność twojej młodości, miłość twego narzeczeństwa, kiedy chodziłaś za mną na pustyni" (Jr 2,2). Właśnie: my jesteśmy niezmiennie w sercu Pana, który nas kocha. Pamięta wszystko, co przeżyliśmy od samego początku. A w szczególności nie może zapomnieć o naszym Tak - tym, które wypowiedzieliśmy podczas sakramentów inicjacji chrześcijańskiej, oraz tamtym, osobistym, które powiedzieliśmy mu w naszym sercu, kiedy - już jako dorośli - postanowiliśmy wstąpić na drogę nawrócenia i skruchy.

Co tak naprawdę wówczas obiecaliśmy?

  Obiecaliśmy, że zrezygnujemy z karmienia naszej egocentrycznej osobowości. Nawet jeśli już tego nie pamiętamy, postanowiliśmy pozostawić Panu białą kartę, i to tylko z miłości do Niego. On będzie o tym pamiętał do końca świata. Chciałby, abyśmy nadal tacy byli, każdego dnia.

  Niestety, narodziliśmy się w stanie grzechu pierworodnego. Co tak naprawdę oznacza to stwierdzenie? To, że w naszym sercu znajduje się trucizna kłamstwa: "Bóg nie istnieje. Teraz, kiedy już się urodziłeś, możesz liczyć tylko na własne siły, radź sobie samodzielnie!".

  Świat powtarza man to bezustannie. Dlatego też wraz z upływem lat coraz częściej sądzimy, że aby przeżyć trudy egzystencji, musimy uczepić się jakiegoś dobra materialnego lub jakiegoś sposobu zaspokojenia zmysłów. Myślimy, że musimy wypełnić nie jeden, lecz wiele plecaków: w ten sposób rośnie w nas duch zaborczości, a nieraz agresja.

  Nawet kiedy grzech pierworodny zostanie zmyty przez pierwsze sakramenty, owo przyzwyczajenie do pragnienia dostatku i do niezależności od Boga spiskuje w nas w formie nieumiarkowanego niepokoju.

  Kiedy mówię, że aby przystąpić do Boga, konieczne jest opróżnienie plecaka, czyli naszego serca, i wyzbycie się bożków, oznacza to, że nie powinniśmy zachowywać się, jak gdyby Pan mieszkał daleko od nas, bowiem On mieszka w miejscu nam najbliższym: w szkatułce naszej duszy. To jest właśnie przesłanie ascezy chrześcijańskiej.

  Nie ma żadnej wartości rezygnowanie z rzeczy zbędnych, jeśli chcemy tylko pokazać Bogu czy księżom, że jesteśmy osobami zdolnymi do wyrzeczeń. Również wielu pogan miało i ma zdolność do poświęceń. My musimy oderwać się od naszej pożądliwości i braku umiaru dlatego, że odkryliśmy miłość Boga która zastępuje wszystko!

  Jeżeli nie odkryjemy, że Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały już żyje w naszym sercu, wyrzucenie tego, co gnębi je z zewnątrz, nie może udać się nam spontanicznie. Przeciwnie, będziemy się trzymać spraw zewnętrznych, myśląc: lepszy jest ten śmietnik niż nic...

  W sprawie bożków tego świata, zarówno materialnych, jak i psychologicznych czy kulturowych, powierzę wam pewien sekret.

  W miarę upływu lat przekonałem się, że w sercach wielu osób różne typy życia społecznego, rodzinnego i indywidualnego mogą przekształcić się w bożka. Tak się dzieje, kiedy jakiekolwiek przyzwyczajenie zaczyna tworzyć sobie coś w rodzaju ołtarza, na którym może legalnie podrzynać gardło ofiarom umiłowanym przez demony: pokorze, miłości, szlachetności, mądrości, pokojowi, cierpliwości, bojaźni Bożej. Chrześcijanin musi mieć świadomość, że każdym bożkiem rządzi jeden lub więcej duchów piekielnych, które - będąc upadłymi aniołami - znają prawdę lepiej niż ludzie.

  Dlatego bożki, na przykład ideologie, są zaprojektowane w taki sposób, aby pozyskiwać miłość istot ludzkich. Demony-projektanci mogą się łudzić, że istnieją w życiu, a nie w śmierci. Lecz kiedy jakiś bożek przestaje być przez ludzi kochany, nagle zdaje sobie sprawę, że jest tylko zgnilizną.

  Bożków jest wiele tysięcy: każda nazwa używana w jakimkolwiek języku ludzkości może stać się jednym z nich, łącznie ze słowami: mężczyzna i kobieta. W wielu instytucjach życia publicznego ludzie gonią za bożkami. Odpowiednim porównaniem dla takich miejsc mógłby być tor wyścigowy dla psów.

  Na takich torach, zazwyczaj zaprojektowanych jak stadion i wyposażonych w trybuny dla publiczności, przeprowadza się wyścigi chartów. Psy biegną za atrapą lisa lub zająca, umocowaną do bardzo szybko poruszającego się urządzenia. Trudno znaleźć lepszą analogię do działania pewnych firm publicznych i prywatnych, pewnych uczelni, instytutów zakonnych itd.

  Kiedy jakiś bożek-idol lub jego zły duch wchodzi do serca istoty ludzkiej, przekształca je na swój obraz (po grecku właśnie eidolon). W tak niekorzystnej sytuacji żyją miliony nierzadko pozornie cnotliwych ludzi.

  Wiadomo również, że miłość wiąże się z koniecznością poświecenia czegoś na korzyść ukochanego. Zatem dla osoby, która kocha jakiegoś bożka, wcześniej czy później nadchodzi dzień, kiedy będzie musiała poświęcić mu swoje serce i bliźniego, odejmując Bogu i bliźniemu to, co im się należy. Owa rezygnacja pociąga za sobą życie ułudne, pozbawione kontroli i zwodnicze - dokładnie takie, jak życie samych bożków, ale tak sprytnie zamaskowane, że wydaje się ono prawdziwym życiem.

  Uczyniwszy kolejny krok, ludzie wierzący zostają zaproszeni przez Boga do bogactwa zupełnie innego rodzaju. To bogactwo jest antykonformizmem w stosunku do zbioru głupot tego świata. "Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga" (1 Kor 3,19).

 

Zrozumienie tej prawdy kończy drugi etap ascetycznej ścieżki chrześcijańskiej.

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates