Rozważania na Święto Chrztu Pańskiego – 07.01.2018

 

   Fragment książki Eremity - "Wprowadzenie do modlitwy  mistycznej" - wydanej przez  Wydawnictwo eSPe - 2011    

 

 NIE NADAJĘ SIĘ DO TAKICH RZECZY (czyli o fałszywej  pokorze)

 

  

 Wojna jest zaledwie złem na powierzchni,

wielkie Zło jest najpierw,

wielkie Zło

jest miłością niczego...

 

Ale to nie Twoje milczenie

najbardziej mnie zasmuca:

to moje niemilczenie.

 

 Jak zobaczymy, wstąpienie na szlak chrześcijańskiej ascezy jest konieczne, aby modlitwa mistyczna była praktykowana z korzyścią duchową.

  Prosta asceza, którą proponuję, nie wymaga żadnej formacji teologicznej ani długotrwałego doświadczenia życia mistycznego. Wystarczy otworzyć oczy i zorientować się, że pokrywa nas warstwa pychy, pod którą stwardniało nasze serce. Mamy zatem tylko jedną zasadniczą potrzebę: doświadczyć czułości Jego serca - serca tak miłosiernego, że nie można z nim porównać serca żadnej istoty ludzkiej. Serca wyrozumiałego wobec naszego godnego pożałowania położenia. Serca, które pomogłoby nam wyjść z naszej nieśmiałości duchowej; owej przyrodniej siostry pokory i zaprzysiężonej nieprzyjaciółki prawdziwej wiary.

  Takie serce może należeć tylko do Ojca niebieskiego, a zrozumienie tej prawdy oznacza, że już staliśmy się prostaczkami, jak prosił nas o to Jezus, który dobrze zna Stwórcę.

  Pan tak kocha prostaczków, że pragnie uczynić nimi tych, którzy uważają się za ważnych. Kim są owi słynni prostaczkowie? To ci, którzy każdego dnia z ufnością otwierają serce przed Bogiem; ci, którzy potrafią dostrzec Jego serdeczne spojrzenie nawet pośród cierpienia; ci, którzy pragną wypełniać Jego plany, chociaż uważają się za niezdarnych; ci, którzy widzą własną osobowość jako źle utkane płótno, które trzeba całkowicie spruć i utkać od początku, i musi to zrobić prawdziwy mistrz tkacki.

  Nie powinniśmy myśleć, że ta droga nie nadaje się dla nas, nie powinniśmy podsycać ani lenistwa duchowego, ani zniechęcenia, ani nieśmiałości. Nie powinniśmy mówić, że nie jesteśmy orłami wzbijającymi się na mistyczne szczyty.

  Myślenie, że bojąc się podjąć działania, okazujemy pokorę, to oszukiwanie samych siebie - to fałszywa pokora. Wybieramy ją, kiedy zaczynamy rozumieć, że droga ta prowadzi do śmierci naszego egocentryzmu, i bronimy się: "Nie nadaję się do podjęcia tej drogi, bo lubię siebie takim, jakim jestem. Kocham moje wady, moje namiętności, moje opinie; jeżeli zduszę to wszystko, stłamszę swoją osobowość!".

  To tylko sugestie naszej miłości własnej. Zaspokajanie każdego kaprysu dążącego do zdominowania naszego serca jest niebezpieczne nie tylko dla duszy, ale również dla zdrowia psychicznego. Niebezpieczne jest również powierzanie Panu naszego uzdrowienia na jakiś czas, a potem pielęgnowanie starych chorób, zupełnie jak gdybyśmy byli o nie zazdrośni.

  Czasami wydaje się nam, że Pan nie potrafi lub nie chce uzdrowić naszego serca nawet przez długi czas. Jest to fałszywa opinia, wynikająca z faktu, że ponownie uczepiliśmy się naszych grzechów, nawet tego nie zauważywszy.

  Uczepiliśmy się ich wskutek psychologicznego mechanizmu samoobrony. Nasz umysł wie, że jeżeli wyzdrowiejemy, nie będziemy już tacy jak dawniej - nie będziemy należeć do nas samych, lecz do Uzdrowiciela, ponieważ nie znajdziemy już w naszym sercu starych przekonań, które dawały nam jakieś punkty odniesienia, a nawet jeśli były one fałszywe i zmanipulowane.

  Kiedy jednak zrozumiemy, że definitywne porzucenie fałszywych pewników może zostać zastąpione wyłącznie przywiązaniem do Zbawiciela (to właśnie Pismo Święte nazywa bezcennym skarbem), wówczas rozpocznie się proces uzdrowienia naszego serca.

  Niestety, niekiedy opieramy się z całych sił, nie pozwalamy sercu wyzdrowieć i w konsekwencji trudno nam doświadczyć zdrowia duchowego. Brakuje nam prawdziwej pokory. Miłość własna jest tak zarozumiała, że stara się być jedynym kierownikiem naszego życia wewnętrznego.

  Kiedy tak upieramy się i nie pozwalamy, by Chrystus nas wyzwolił, On z szacunkiem pozostawia w spokoju nasze zatwardziałe serce, tak jak postąpił z pisarzami i obłudnymi faryzeuszami znanymi nam z opowieści ewangelicznych. W ten sposób nie porzuca nas, ale upokarza naszą dumę, abyśmy - pozbawieni lepszych możliwości - z większą uwagą przyjmowali jego mądrość.

  Ta mądrość domaga się, abyśmy ofiarowali się Bogu tacy słabi, jacy jesteśmy, aby On mógł wypełnić nas swoją siłą. Świat natomiast doradza zdobywanie ludzkiej siły, co pozwala z sukcesem realizować światowe plany.

 

Przyjąć plany Boga czy pokładać zaufanie w sile ludzkich projektów?

Musimy wybrać.

 

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates