Rozważania na XXI Niedzielę Zwykła – 27.08.2017

 

 

1.Fragment książki Eremity - "Wprowadzenie do modlitwy  mistycznej" - wydanej przez Wydawnictwo eSPe - 2011  

  

 Strzeżcie się,

 by serce wasze nie pozwoliło się omamić,

 abyście nie odeszli i nie służyli obcym

bogom.  

 

 

 

DYNAMIZM MIŁOŚCI

 

Lecz teraz niech Serafin przesunie swoim

rozżarzonym węglem

również po moich drżących wargach, 

a na zewnątrz świątyni niech rozbrzmiewa śpiew.

 

  Z całą pewnością Bóg przebywa w sercu każdego człowieka mocą swej stwórczej obecności, a zatem skrywa się również w człowieku będącym w stanie grzechu śmiertelnego. W tym przypadku Stwórca pragnie dać człowiekowi siłę, aby nie został on przez grzech pokonany. Gdyby bowiem Pan wycofał się z naszego serca, umarlibyśmy w tej samej chwili. Bardzo wyraźnie można tę rzeczywistość dostrzec w Ewangelii.

  Należy ponadto zdać sobie sprawę z owej Boskiej obecności w nas, a ponadto trzeba o nią dbać. Ewangelia objawia nam, że nie wszystkie drogi wiodą do tego celu: jedna z nich jest lepsza niż wszystkie inne. Uczy nas również, że nie wszystkie sposoby podążania ową drogą są dobre: istnieje jeden lepszy niż wszystkie inne.

  Drogą, na której Ojciec niebieski chętnie się z nami spotyka, nawet kiedy tkwimy w grzechu, jest Jezus, Jego Syn, który stał się sługą.

  Już tutaj zaczynamy pojmować, że właściwa ścieżka to nie droga zarozumiałych inteligentów, erudytów potrafiących sprawnie myśleć, ale i obliczać własne korzyści: to nie im Bóg postanowił powierzyć swoje sekrety. Ten, który pragnie poczuć w sobie miłość Ojca, nie powinien podążać ich drogą. Nie można ogarnąć spraw duchowych intelektem, choćby ktoś był nie wiem jak błyskotliwy.

  "W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, ze zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie" (Mt 11,25-26).

  Ludzka zdolność poznawania poprzez rozumowanie jest z pewnością przydatna, a nawet niezbędna w życiu codziennym - jest darem Boga. Absolutnie nie należy nią pogardzać! Tym bardziej, że zwieńczeniem rozumowania jest właśnie wiara religijna! Należy jednak używać rozumu w odniesieniu do właściwych mu zadań, trzeba brać pod uwagę jego ograniczenia na obcych mu polach.

  Gdyby Bóg próbował podążać drogą intelektu, aby stać się obecnym w naszym sercu, natychmiast z egocentryczną wyniosłością pospieszylibyśmy, aby Mu odpowiedzieć: "Panie, jeżeli ty opanujesz mój rozum, nie będę już panem swego losu. To przerażające, mój dobry Boże!".

  Stwórca wie o tym - wie, jaki jest człowiek, zatem nie idzie tą drogą. Pragnie objawić swój plan miłości dotyczący człowieka, a nie nasze nędzne plany. Tylko w Bożej perspektywie ludzkość może uchwycić prawdę o stworzeniu, a więc o sobie samej.

  Wybranym przez Boga planem, którego istotą jest przebywanie Stwórcy w sercu człowieka, jest dynamizm miłości, co oznacza Jego uniżenie się ku nam i oddanie nam całego siebie. Dynamizm ten jest śladem Trójcy Świętej w nas. Zaraz wytłumaczę to bliżej.

  W stosunkach pomiędzy ludźmi droga rozumowania nie prowadzi do jedności, lecz tworzy jedynie dystans. Nawet gdybym znał każdą tajemnicę osoby, mój mózg zacząłby przetwarzać te informacje w oparciu o mój prymitywny osąd i uproszczone wrażenia. Potem łudziłbym się, że tę osobę poznałem. A jednak nie weszła ona do mojego życia: ona pozostaje tam, a ja pozostaję tutaj.

  W takim przypadku zachodzi relacja konfrontacji na poziomie psychologicznym lub moralnym, albo - jeszcze gorzej - spotkanie będące wydarzeniem natury estetycznej. Druga osoba nie staje się w tym wszystkim dla mnie niczym więcej jak tylko pewną kategorią myślową: pozostaję od niej odrębny.

  Jeżeli jednak zamiast otwierać przed innymi rozum, otwieram serce, od razu czuję budzący się rezonans - jak wtedy, kiedy dotyka się strun gitary. Przy każdym słowie drugiego człowieka moje serce wibruje razem z jego sercem, bo czuję w sobie jego doświadczenia, jego cierpienia, jego nadzieje. Kiedy szczerze rozmawiam z moim bliźnim, czuję się zaangażowany w jego problemy i odpowiadam mu już nie umysłem, lecz sercem. Wcześniej odpowiedziałbym mu, udzielając rozsądnych porad, teraz odpowiadam, oddając mu swoje życie.

  W ten sposób znika owa wzajemna rezerwa, która często jest nie tyle nieśmiałością, co podejrzliwością, wyrachowaniem, izolacją, zazdrością o własną miłość, prywatnością.

  Czerpiąc inspiracje z Ewangelii, możemy stwierdzić, że nie pojawia się w niej żadna forma prywatności pomiędzy Ojcem niebieskim a Chrystusem, Jego Synem. Możemy przeanalizować cały nowy testament i nie znajdziemy nic odnoszącego się do Jezusa, co kazałoby nam sądzić, że On zazdrośnie strzeże własnej osoby. To niemal zaskakujące: syn Boży jest człowiekiem bez prywatności i to z własnego wyboru. Nigdy nie mówi na przykład: "Ojcze, do tej pory pracowałem dla Ciebie. Teraz wezmę sobie tydzień urlopu, a potem znowu zabiorę się do pracy".

  Mając przed oczami ten przykład dynamizmu miłości Boga, człowiek może całkowicie zaangażować się w relację ze stojącą przed nim drugą osobą - już bez rezerwy, dystansu i nieufności. Dynamizm ten stanowi analogię tajemnicy trynitarnej. Bóg pragnie, abyśmy uczestniczyli w tej tajemnicy, jednak mogą jej dostąpić jedynie ci, którzy zostali wtajemniczeni w prawdziwe życie serca. Nie mają zaś do niej dostępu ci, których mottem są słowa: "Pokażę ci, kim ja jestem!".

  W niniejszej książce przedstawię garść osobistych doświadczeń dotyczących otwarcia serca przed innymi. Zacznę od stwierdzenia, że na ziemi nikt tak naprawdę nie zna innych, bo nikt nie otwiera swojego serca do głębi.

  Przypomnijmy sobie ostrzeżenie Pana: "Z serca bowiem pochodzą złe myśli" (MT 15,19). Jeśli tak, to jak możemy wejść w dynamizm miłości?

  Wydaje mi się, że chrześcijanin ma dwie możliwości. Pierwszą jest wiara w tego, który wszystko może - wiara otrzymana już podczas chrztu świętego. Ona sama, jeśli byłaby zrozumiana, wystarczyłaby nam, aby porzucić pewne style życia, które sprawiają, że postępujemy, jak gdyby Bóg-Miłość nie istniał, jak gdyby Chrystus żył tylko w tabernakulum, ale nie w głębi naszych serc. Drugą możliwością jest osobiste pragnienie, aby nasze serce wyzdrowiało. Potrzebny jest nam zatem prawdziwy lekarz.

  Oto lekarzem naszych chorych serc jest Ojciec niebieski, a uzdrowieniem - królestwo Boże. Jak można poznać Boga, aby czerpać korzyści z Jego kuracji? I jak osiągnąć owo królestwo będące uzdrowieniem?

  Jest tylko jedna szkoła poznania Pana: musimy zaakceptować, że przyjmujemy tę znajomość poprzez Jego Syna, Pana Jezusa, bo On kocha Ojca od zawsze, a zatem zna go jak nikt inny.

  Jeżeli zaś chodzi o królestwo, Ewangelista Mateusz (były celnik Lewi) ukazuje nam jego nadejście, zapisując na początku piątego rozdziału swojej Ewangelii mowę Jezusa zawierającą błogosławieństwa. Skoro ubogich nazywa się błogosławionymi, królestwo, czyli uzdrowienie naszego serca, może dokonać się tylko poprzez wymiar duchowego ubóstwa człowieka.

   W kolejnych rozdziałach zdradzę wam mój sekret. Powiem, jak przyjmować od Jezusa dar poznania Ojca ("Kto Mnie zobaczył, zobaczył także Ojca" (J 14,9). Powiem wam, jak zostać uzdrowionym od tysiąca obaw, które sprawiają, że świat staje się nerwowy i chaotyczny.

 

 

Design by Premium templates in association with Free Joomla 2.5 templates